AktualnościGospodarka pod lupąPublikacje

Artificial art – u schyłku branży kreatywnej

By 23 marca 2026No Comments

Preludium

Kultura popularna i cała związana z nią branża kreatywna przeżywały od doby globalizacji swój złoty wiek. Miliardy dolarów napędzały (i napędzają dalej) tryby tej maszyny generując coraz większe przychody. Koło kręci się jak nigdy dotąd. Mocno generalizując, nigdy nie było łatwiej zaistnieć i zarabiać na życie tworząc sztukę. Wraz z pojawieniem się modeli językowych służących do generowania muzyki, filmów i obrazów nastąpiły pewne znaczące zmiany, jednak wspomniana wyżej tendencja wzrostowa utrzymuje się. Co zatem uległo zmianie? Obecnie pojawiło się zagrożenie, że tryby maszyny przemysłu kreatywnego, zaczną obracać się jeszcze szybciej, tym razem miażdżąc w procesie samych artystów. W dalszej części artykułu rozbite na części pierwsze zostają główne zarzuty jakie przedstawia się modelom sztucznej inteligencji wchodzącym szturmem na rynki szeroko pojętej kultury. Zanim rozpocznę właściwy wywód, należy zdefiniować główne pojęcie, którego on dotyczy. Czym zatem jest sztuka?

Ciężko znaleźć na to pytanie odpowiedź jednoznaczną i konkretną, a jednocześnie taką, pod którą śmiało podpisałby się każdy z czytelników tego artykułu. W ujęciu opisowym na sztukę składają się różne jej dziedziny, to jest m.in. muzyka, literatura czy malarstwo. Ograniczenie się jedynie do tej, uznajmy, ”roboczej” definicji wiązałoby ze sobą kolejne kłopoty interpretacyjne. Przykładowo: czy pomalowaną pędzlem ścianę domu należałoby uznać za dzieło malarskie? Czy recepta lekarska ma prawo być oceniana w kategoriach literackich? Czy podśpiewywana pod prysznicem melodia jest utworem muzycznym? Niewątpliwie, większość na takie pytanie odpowiedziałaby “Nie”, ale z całą pewnością padło też przynajmniej parę “To zależy”. Właściwe pytanie brzmi zatem “Od czego?”.

Przykład abstrakcyjnej sztuki nowoczesnej pokazuje, że niejednokrotnie, to nie kunszt wykonania, ani precyzyjność w każdym detalu decydują o tym, czy kolektywnie przyznajemy jakiemuś obiektowi wartość artystyczną. Przeciwnie, widzimy artyzm w miejscach, w których inaczej byśmy go nie szukali. To właśnie świadomość tego, że za dziełem stoi autor, którego celem było przekazanie nam do interpretacji swojej ekspresji, odróżnia je od produktu, którego interpretacja będzie z góry dążyła do nikąd. 

Jak zatem można wywnioskować, żeby uznać wynik jakichś działań za formę sztuki, należałoby stwierdzić jasno, że celem całego przedsięwzięcia była ekspresja autora oraz chęć wywołania w odbiorcach określonych wrażeń, emocji, czy też odwołanie się do pewnych kategorii estetycznych. Tutaj napotykamy kolejną barierę na drodze do ustalenia adekwatnej definicji sztuki, a mianowicie – preferencje osobiste. Nie jest przecież niesłychane, aby jakiś odbiorca kultury o określonych wyobrażeniach dotyczących danej formy sztuki, krzyczał wszem i wobec, że nie uznaje jakiegoś dzieła za “prawdziwą sztukę”, jeśli zdarzy się, że stoi ono w sprzeczności ze wspomnianymi wyobrażeniami.  Jako przykład wziąć możemy słynne “To nie jest hip-hop” wykrzyczane na koncercie rapera Quebonafide. Co do zasady, nie możemy ani potępić, ani pochwalić każdej tego typu wypowiedzi, ponieważ sztuka, jako dziedzina ekspresji, ulega stale subiektywnej interpretacji i ocenie odbiorców. Co za tym idzie, jej definicja obecna w dyskursie jest płynna. Innymi słowy, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. 

Żeby zatem usystematyzować nasze opinie powstał szereg badań językowych na temat najbardziej naturalnych przymiotników używanych do opisu sztuki. Poprzez analizę wypowiedzi ustalono, które słowa oddają według większości społeczeństwa – intuicyjnie – jej istotę. Bez zaskoczenia, na liście znajdziemy: uczucia, emocje, cel oraz duszę. 

Sztuczna sztuka

Właściwym tematem tego artykułu nie jest ani geneza sztuki, ani stricte definiowanie jej. „Skąd zatem ta przydługa przedmowa?” – zapytacie. Już śpieszę z odpowiedzią. Dzięki ustaleniu tego, co kolektywnie uznajemy za dzieło sztuki, wiemy dlaczego ”sztuka” wygenerowana przez AI sztuką nie jest: nie przedstawia autentycznych uczuć i emocji, jej jedynym celem jest bycie samo w sobie (nie ma zatem czego interpretować), nie posiada duszy. Takie przedstawienie rzeczy, dobrze ilustruje problem, jaki zdajemy się mieć – jako społeczeństwo – z wygenerowanymi przez modele tekstowe dziełami-produktami. 

Termin ”artificial art” brzmi eufemistycznie w porównaniu z jego polskim odpowiednikiem. Jednak to właśnie “sztuczna sztuka” oddaje precyzyjniej istotę problemu jaki podświadomie wiążemy z generatywną sztuką. Badania, podobne do tych wspomnianych w preludium (skupiające się jednak na wypowiedziach artystów), pomagają stworzyć listę słów używanych do opisu dzieł AI. Opisywane są m.in. jako: mechaniczne, powtarzalne, sztuczne czy bezduszne. Warto jednak zaznaczyć, że negatywne opinie wyrażane są w dużej mierze tylko wtedy, gdy osoba badana wie o algorytmicznych korzeniach ocenianych tworów. 

Szereg badań potwierdza, że jeśli ankieterzy nie poinformują ankietowanych o sposobie wykonania dzieła, które ci drudzy mają oceniać, to prawdopodobnie grupa badana nie odróżni go od prawdziwej (ludzkiej) sztuki. Nie tyczy się to jedynie laików: eksperyment z 2024 roku, przeprowadzony przez Youtubera RoomieOfficial z udziałem zawodowych muzyków pokazał, że nawet posiadanie wykształcenia muzycznego oraz doświadczenia w branży, nie pozawala precyzyjnie określić, które wokale zostały nagrane przez prawdziwego artystę, a które wykreowana z użyciem generatora tak, aby tego artystę naśladować. Opierając się na wynikach wiarygodnych badań naukowych można stwierdzić, że przy obecnym poziomie rozwinięcia technologii AI, przeciętny “Kowalski” już nie posiada możliwości rozróżnienia dzieł prawdziwych od sztucznych, jako że wykrywalność tych drugich plasuje się w okolicy 50%. 

Co zatem oznacza to dla branży muzycznej oraz całego społeczeństwa?

Trochę danych

Zeszłoroczne dane z Deezera pokazują niezwykle niepokojący trend. Udział utworów AI w liczbie wszystkich uploadów wzrósł z poziomu 18% do ok. 39% na przestrzeni 2025 roku. W twardych danych jest to przeskok z 20000 utworów dziennie do aż 60000 tracków wygenerowanych przez sztuczną inteligencję na dzień. Pamiętajmy jednak, że branża AI dalej się rozwija, a więc w przyszłości możemy się spodziewać nawet połowicznego udziału tzw. generative tracks we wszystkich publikacjach na Deezerze. Chociaż francuska platforma stanowi wyjątek na skalę globalną prowadząc ciągłą walkę ze sztuczną inteligencją, należy się jednak pochylić nad światowymi gigantami streamingowymi (np. Spotify), którzy nie przedstawiają szerokiej publice danych na temat skali użycia AI na ich serwisie. Oczywiście, wprowadzone zostały pewne regulacje dotyczące kopiowania artystów z użyciem AI, jednak wprowadzony system chroni głównie tych największych, podczas gdy wciąż zdarza się, że wizerunek i głos jakiegoś drobnego twórcy zostaje (bez jego zgody) użyty do pisania prompta, na podstawie którego tworzony jest tzw. wirtualny artysta, a w efekcie – zarabiania pieniędzy. Szerzenie wątpliwości co do skuteczności korporacji w wykrywaniu wygenerowanych treści nie leży w gestii autora tego artykułu, jednak warto przyjrzeć się pewnym liczbom. Niezależny raport z 2025 roku skupiający się na blisko 350 kontach generujących masowo krótkie filmiki (łącznie aż 43 000 miesięcznie) na TikToku przeanalizował materiały odpowiadające za zawrotne 4,5mld wyświetleń. Mniej niż 2% z nich miało oznaczenie “AI generated” …

Wątpliwości prawne i etyczne

Jak już wspomniałem, kopiowanie twórczości z użyciem AI nie jest, co oczywiste, dozwolone. Niemniej jednak, warto zwrócić uwagę na te bardziej subtelne, nieoczywiste naruszenia praw autorskich, których dopuszczają się modele językowe, służące do generowania muzyki. 

Branża muzyczna wyraźnie oponuje przeciwko szkoleniu modeli na utworach opublikowanych na streamingach, jako że napompowane setkami terabajtów AI będzie w stanie idealnie kopiować, czy też odtwarzać, oryginalne style i maniery głosu tysięcy artystów, którzy w prawie wszystkich przypadkach nie wyrazili zgody na użycie swoich dzieł jako „treści szkoleniowych”. Nic dziwnego, kto normalny chciałby pomóc wygryźć się z własnego hobby i rynku? 

Niestety, w tym przypadku branża muzyczna nie może polegać na swoich współczesnych filarach w postaci konglomeratów muzycznych, czyli największych światowych wytwórni. W 2024 roku pojawił się zbiorowy pozew wystosowany przez Warner Music Group, Sony Music Entertainment i Universal Music przeciwko modelom językowym, które wykorzystywały masowo utwory jako treści szkoleniowe, bez wymaganych licencji, czy też praw autorskich. Oskarżeni argumentowali, że użycie tych materiałów mieściło się w granicach tzw. „fair use”. 

Podjęcie przez wytwórnie faktycznych kroków na drodze do ochrony artystów spotkało się z entuzjazmem w branży. Sony, Warner i Universal wyglądały na początku 2025 roku jak anioły stróże przemysłu kreatywnego; bo czyż nie taki właśnie był cały zamysł labeli muzycznych, aby bronić twórców przed nadużyciami, poprzez rzetelną reprezentację? Cała ta iluzja rozprysła się jednak pod koniec tego samego roku, kiedy Warner i Universal wycofały się z pozwu przeciwko platformie Udio, a oprócz ogromnej kwoty zaproponowały także współpracę z pozwaną firmą. Co to właściwie oznacza? 

Od 2026 roku wytwórnie prowadzą własne projekty oparte na AI, a więc zupełnie legalnie wykorzystują te same treści i pracę tych samych artystów, których zarzekały się rok wcześniej bronić przed sztuczną inteligencją. Entuzjazm wywołany przez podjęcie kroków na drodze do ochrony własności intelektualnej artystów wynikał jedynie z niezrozumienia rzeczywistej destynacji wspomnianej drogi. 

Zanim przejdziemy dalej wypada wspomnieć, że sytuacja wspomnianego sporu prawnego nie jest jeszcze zupełnie rozstrzygnięta, ponieważ Sony dalej nie zawarło ugody z żadną z pozywanych platform. Fakt ten może być źródłem pewnej nadziei, jednak radziłbym powstrzymać jakikolwiek optymizm w tej materii. 

Poza nadużyciami prawnymi, jakich dopuszczają się platformy tworzące modele językowe, a także nieetycznymi przedsięwzięciami ze strony samych wytwórni, ogromna część krytyki AI wynika z destruktywnego wpływu tej technologii na środowisko. Jest to jednak temat zbyt szeroki, aby rozpisywać się o nim szczegółowo na kartach tego artykułu. Został on ponadto opisany w tak wielu rzetelnych źródłach, o znacznie większej mocy medialnej, że śmiało można założyć wcześniejsze obeznanie z nim przez czytelnika.

Kultura Fast Fashion

W poprzedniej części artykułu opisane zostały wszystkie główne zarzuty wobec muzyki, czy szerzej – sztuki, generowanej przez AI. Podsumowując obrazowo, jest to maszynka do pieniędzy, którą napędza oszukana przez swoich patronów i niechętna do pomocy branża kreatywna. Jej przedstawiciele, w dużej mierze mali artyści, dotychczas zażarcie walczący o przetrwanie w świadomości tak łatwo nudzących się i zapominających odbiorców jak ludzie XXI wieku, zostali przeciwstawieni sile, z którą właściwie nie mogą się mierzyć. Oczywiście, istnieje również pokaźna grupa twórców tak dużych, że nie odczują w żaden sposób wejścia AI na scenę branży kreatywnej, ale czy faktycznie chcemy, aby cała kultura zatrzymała się w miejscu? Właściwym problemem z masowym wykorzystaniem sztucznej inteligencji na tym polu nie jest wymiana artystów na maszyny z dnia na dzień, jak w jakimś kiczowym, dystopijnym sci-fi, ale podwyższenie bariery wejścia do poziomu, na którym początkujący twórcy po prostu porzucą swoje pasje i zostawią tworzenie szeroko pojętej sztuki modelom językowym. Można kłócić się, że szanse na taki scenariusz są znikome, jako że większa część społeczeństwa odczuwa niechęć do tej „sztucznej sztuki”, ale jak już wspomniano wcześniej w tym artykule – rozwój AI sprawił, że nie umiemy rozróżniać prawdy od prezentowanej nam przez model fikcji. Nie możemy zatem liczyć na to, że przejawy solidarności z artystami będą na większą skalę skuteczne. 

Wszystkie te procesy przywołują na myśl analogię do podobnych im zjawisk, które obserwowano blisko 30 lat temu wokół tzw. fast fashion. Nastąpiła wówczas nagła rewolucja w branży modowej; trzymające jakość mniejsze przedsiębiorstwa zostały wyparte z rynku przez działające po dziś dzień sieci sklepów, które były w stanie dostarczać kolekcje ubrań podążające za najnowszymi trendami niezwykle szybko i tanio, jednak kosztem materiałów i, rzecz jasna, środowiska. Można przewidywać, że w podobny sposób zmienią się oczekiwania odbiorców względem artystów: zamiast doceniać ich wkład, zaangażowanie i czas poświęcony nad każdym projektem, będziemy oczekiwać, żeby dostarczali nam treści coraz szybciej, a idealnie – w tempie niezgorszym od wirtualnego artysty. Nawet jeśli przykładowy muzyk, prawdziwy tytan pracy, byłby w stanie stworzyć cały album muzyczny spędzając jeden dzień w studio, nie miałby on najmniejszych szans nadążyć za generatorem produkującym jeden utwór na 5 minut oraz pracującym całą dobę.

Postludium Pokolenie Twardowskich

Negatywny stosunek społeczeństwa do wykorzystania AI w procesie twórczym nie rozkłada się równomiernie. Statystycznie, im starszy jest człowiek, tym więcej niepokoju wzbudza w nim termin generative art, a zatem najmłodsi są najbardziej przychylni wdrażaniu tej technologii do sztuki. Pokolenie Alfa dorasta równomiernie z ewolucją sztucznej inteligencji, a wpływ „sztucznej sztuki” na ich rozwój pozostaje w dużej mierze niezbadany. Nie wiemy jakie preferencje wchłoną przyjmując ogromne ilości filmów, obrazów czy utworów, które nie zostały stworzone z użyciem „ludzkiej ręki”. Może się przecież okazać, że jako dorośli nie będą wykazywać żadnego sentymentu do sztuki pochodzącej od człowieka, bo od najmłodszych lat wytwórnie, studia filmowe i wydawnictwa oferowały im jedynie tę łatwiejszą do wykonania i dużo bardziej intratną dla wspomnianych przedsiębiorstw alternatywę. Należy zatem postawić sprawę jasno: molochy branży kreatywnej, które na drodze do cięcia kosztów zastępują element ludzkiej twórczości odtwórczym mechanizmem algorytmu, zabijają sztukę jako taką.

Przed zasadniczym wstępem tego artykułu wymieniłem słowa, którymi większość ludzi opisałaby istotę sztuki, a były to: uczucia, emocje, cel i dusza. W odniesieniu do powyższego, przed właściwym słowem zakończenia, zadam jedno, proste pytanie: Czy chcemy zostać zapamiętani jako to pokolenie, które w zamian za wymierne korzyści zaprzedało to co sami nazywaliśmy duszą? 

Nie można jednak oczekiwać nagłego cudu, po którym wszystkie kłopoty związane z obecnością AI w sztuce rozpłyną się na wietrze. Remedium w tym przypadku jest niezwykle proste, a co najlepsze – przyjemne. Jest nim wspieranie swoich ulubionych artystów: kupowanie płyt, chodzenie na koncerty lub spotkania z wydawcami, kupowanie książek itd. Dodatkowo, warto zwracać uwagę na to, czy nie napotykamy się mimowolnie na treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję, np. gdy po zakończeniu playlisty na Spotify puszczają nam się proponowane utwory. Jeśli tak się zdarzy, warto zablokować konto tego wirtualnego artysty; nie jest to wiele zachodu, a przecież możesz w ten sposób uratować czyjąś pasję.

Autor: Mikołaj Kasprowicz

Leave a Reply